Christmas is coming… w środku lata! ;)

Długie dni, krótkie noce, żar lejący się z nieba i sam środek wakacji… A ja myślę o Gwiazdce! 😉 Do Świąt zostało jeszcze 141 dni, czyli właściwie szmat czasu. Czasu, który jak zawsze przeleci pomiędzy palcami i ani się nie obejrzymy, a letnie ubrania trzeba będzie zamienić na puchowe kurtki. Co prawda, nie mogę powiedzieć, że tęsknię za zimą. Co to, to nie! Zdecydowanie jeszcze nie zdążyłam nacieszyć się słońcem, nie wspominając o tym, że wakacyjny wyjazd dopiero przede mną! Więc póki co, poza tym jednym aspektem, nie wybiegam tak daleko w przyszłość. No właśnie – przyszłość. Nie od dziś wiadomo, że jeśli mamy w stosunku do niej jakieś wymagania, musimy coś zrobić. Nic nie przyjdzie do nas za darmo, a nawet szczęście kiedyś się może wyczerpać. Co więc można zrobić? Oczywiście odpowiedź jest prosta, pomóc szczęściu 😉, czyli naszej przyszłości. W aspekcie Gwiazdki, przyszłościowe jest właśnie pomyślenie teraz o prezentach. Święta od zawsze wiążą się z ogromnym wydatkiem, przygotowania, czasami nowa, wyjściowa garderoba i wcześniej już wspomniane prezenty. O tyle, o ile marne szanse, że zachomikujemy teraz jedzenie, z resztą i po co? Wcześniej kupiona garderoba kupiona zdąży już spowszednieć, natomiast systematyczne kompletowanie prezentów – które i tak przecież […]

Szczęście ma mokry nos i 4 łapy

Kiedy dwa tygodnie temu, po pełnym emocji czasie w Krakowie wracałam do domu nie przypuszczałam, że dobrze znana każdemu maksyma – marzenia się spełniają, dopadnie i mnie. A przynajmniej nie w takich okolicznościach… Dzień nie zapowiadał się jakoś szczególnie, raczej należał do kategorii tych dni, w które modlimy się by skończył się szybko i możliwie bez przygód. Ot przedostanie się przez pół miasta z walizką, gdzie starsze panie w tramwaju gdyby tylko mogły kazałby ci biec za pojazdem, bo przecież ty ze swoją torbą zajmujesz 3 razy więcej miejsca niż ona i jej zmęczona siatka! Nie ważne, że kondensujesz się na jednym siedzeniu, a nogi masz pod brodą – to nie ma znaczenia! Zajmujesz o 2cm za dużo i to już powód by biadolić nad współczesną młodzieżą, która nie ma za grosz wychowania! Na dworcu jesteś przed czasem, więc zastanawiasz się co robić z tymi dodatkowymi minutami, których jest za mało na przejście przez pobliską galerię, a jednocześnie na tyle dużo byś niepotrzebnie zaczął rozładowywać baterię w telefonie odświeżając co chwilę Facebooka, bo przecież w ciągu ostatnich 4 minut, mogło pojawić się coś szalenie interesującego, prawda? Oczywiście, wiesz że tak nie jest, ale telefon i tak pada niespodziewanie szybko, gdy […]

W obiektywie MF – Magda & Przyroda

Wakacje właśnie się zaczęły, więc trzeba było je uczcić wyprawą w plener 😉 , z aparatem oczywiście! Zalew Nowohucki niezmiennie zachwyca, a Madzia ponownie zgodziła się stanąć przed obiektywem 😈 … Ciekawość zawiodła nas nieco dalej wgłąb natury, a przynajmniej mnie 🙄 , Magda grzecznie poddała się mojemu ADHD i nie marudząc podreptała za mną. Natrafiłyśmy na ogrody działkowe, okazało się że ich właścicielem jest przesympatyczny starszy pan, który na widok dwóch roześmianych dziewcząt z aparatem, zaprosił je do swojego ogrodu, by mogły zdjęcia zrobić w jego kwiatach 😆 … I tak oto Madzi towarzyszą kwiatki 😀 , oczywiście rude! Jakżeby inaczej 😉 !

W obiektywie MF – Magda

Trwająca sesja i czerwcowe słońce sprawiają, że uczelniane woluminy porzuca się bez żalu w sercu. Zwłaszcza, jeśli można spędzić czas w miłym towarzystwie, a dodatkowo zrobić kilka fotek 😉 . Wybierając się z Magdą na spacer po krakowskich plantach i brzegami Wisły nie miałyśmy, ani konkretnych planów, ani – co tu dużo ukrywać – zamierzonych efektów, które chciałybyśmy uzyskać. Cel był raczej mało “ambitny”, po prostu dobrze się bawić i odpocząć od nauki, której ostatnimi czasy obie mamy w nadmiarze. Nie potrzebowałyśmy wiele, “zabrakło” nam czasu na zmiany stylówki, nositorba z blendą też się nie znalazł. Byliśmy jedynie w trójkę. Magda, aparat i ja. O, i może odrobina wyobraźni i szaleństwa! 🙂 Tego przecież nigdy nie za wiele. Efekt podoba się nam obu, w końcu – w prostocie (i dobrej zabawie) siła 😉 .

Nie bądź Osłem, bądź Dzieckiem!

Dzień Dziecka za pasem, a ja pomimo peselu (niestety) nie pasującego już do dziecka, z dziecięcą radością wyczekuję momentu, kiedy dorwę w swoje ręce nową płytę… Arki Noego. Kilka dni temu w sieci pojawił się singiel promujący nową płytę i choć przez chwilę chciałam wierzyć, że wyrosłam z muzyki tego zespołu, to niestety była to płonna nadzieja. Z ciekawością pomieszaną z sentymentem pozwoliłam by rozbrzmiał nowy utwór i przepadłam 😀 . Wpadająca w ucho, prosta melodia od razu wywołała szeroki uśmiech, a energicznie wyśpiewany przez dzieciaki tekst przypomniał mi dlaczego, pomimo wieku, wciąż wracam do piosenek Arki. Nowy album, jak i promujący go kawałek nosi tytuł Wyjątkowy Osioł. Z dorosłego punktu widzenia mało zachwycający, prognozujący raczej infantylną treść, ale nie od dziś wiadomo, że oceniając książkę / płytę po okładce możemy się nieźle zdziwić. Tekst Wyjątkowego Osła rzeczywiście może wydać się dziecinny, opowiada wszak o Osiołku, który w swoim mniemaniu, jest gorszy od innych. Wszyscy mają lepiej, tylko nie on! Tylko czy my, poważni dorośli, też często nie mamy z tym problemów? Zazdrości się innym, że mają lepiej. Poddaje się zabiegom upiększającym, żeby być zawsze naj… Wystarczy spojrzeć na statystyki, nie są zachęcające. Na świecie około 350 milionów ludzi ma zdiagnozowaną depresję, […]

Jutro też jest dzień pełen miłości

Jeśli po usłyszeniu piosenki po raz drugi, wiesz że ponownie się w niej zakochałeś, to ewidentny znak, że masz przed sobą niesamowitego i wybitnego Artystę! La valse du mal w wykonaniu Ani Branny ponownie rozkochał mnie w sobie i sprawił, że godzinę (nawet dwie) po spektaklu wciąż nuciłam ten utwór i żałowałam, że choć w jednym procencie nie jest bliski Jej ideału. Jutro też jest dzień pełen miłości w krakowskiej Bagateli miałam przyjemność oglądać po raz drugi, i tak – tym razem była to naprawdę wielka przyjemność. Spektakl rozwinął się w naprawdę dobrym kierunku! Rażąca wcześniej infantylność historyjki, teraz była po prostu rozbrajająco urocza. Aktorskie sceny nabrały charakteru, a co najważniejsze pojawił się ruch zamierzony, którego wcześniej tak przeraźliwie brakowało. Nie odczuwa się już tak bardzo „przestoju”, zniknęło wrażenie, że gdy jeden z aktorów śpiewa pozostali siedzą jak na tureckim kazaniu. Teraz każdy z nich przeżywa muzykę i pozwala się jej porwać. Pojawiają się interakcje pomiędzy „pobocznymi parami” – Kamilą Klimczak i Marcinem Kobierskim, Anną i Przemysławem Brannymi. Co prawda, wcześniej też były, natomiast porównując do premierowego setu, na którym miałam okazję być, teraz wygląda to o niebo lepiej. Obecnie mamy możliwość obserwowania trzech par, każda z nich jest na […]

Nowa premiera w Bagateli – Cesarz Kaligula

Poślizgi czasowe zdarzają się każdemu, prawda? Zdarza się też, że zanim usiądziemy do jakiegoś tekstu, który plącze się po naszej głowie, odkładamy go na chwilę – czasami krótszą, czasami dłuższą, tak byśmy mogli go spokojnie przemielić przez siebie.  Aż w końcu przychodzi moment, gdy treść dojrzewa w nas na tyle, byśmy mogli ubrać ją w odrobinę bardziej sensowne zdania, niż gdybyśmy pisali pod wpływem emocji. Z ostudzonymi emocjami próbujemy wyszukać w sobie to, co udało nam się „wymyślić” na konkretny temat. Ostatnio tak wiele emocji wzbudziła we mnie nowa premiera, na której miałam okazję być. Wracając po spektaklu do domu, żywo analizowałam to, co dane mi było zobaczyć i solennie postanawiałam, że za jakiś czas ponownie wybiorę się na tę sztukę, by móc skonfrontować pierwsze wrażenia, o którym chciałabym dzisiaj napisać, z tym co zobaczę po raz drugi.

Z aparatem w teatrze, czyli fotografia teatralna z przymrużeniem oka

Na wstępie od razu chciałabym zaznaczyć, że wpis jest moim subiektywnym odczuciem ;). Fakt, że zdarzyło mi się kilkakrotnie robić zdjęcia w teatrze, nie czyni mnie jeszcze fotografem teatralnym, a co za tym idzie (jakoś specjalnie) ważnym głosem w tym temacie. Tak więc polecam raczej czytanie z przymrużeniem oka, aniżeli jakieś dogłębne analizowanie ;). Fotografia teatralna zdecydowanie różni się od większości form z którą każdy, przeciętny posiadacz aparatu ma do czynienia każdego dnia. Nie jest to na pewno taki komfort robienia zdjęć jak u cioci na imieninach, gdy 3 razy poprawimy rękę kuzynki, a 5 razy powtórzymy babci, żeby nie zamykała oczu i pokazała tę piękną protezę, w którą właśnie zainwestowała ostatni grosz z nie najwyższej emerytury. Nie jest to również kwestia wypadu z przyjaciółką, której robimy zdjęcia w naturalnym świetle i jedno ujęcie możemy powtórzyć trzydzieści razy, zanim ona nas pośle w diabły, bo przecież ileż można?! A można! 😉

fot. Piotr Kubic

O krasnoludkach, gąskach i sierotce Marysi

Wybierając się na spektakl dla dzieci zawsze pojawia się w mojej głowie pytanie – jak bardzo będzie on skierowany do najmłodszego i jednocześnie najbardziej wymagającego widza? Czy pojawi się infantylna gra aktorska i łopatologiczne treści pseudo edukacyjne, czy może, mówiąc kolokwialnie, będzie on zjadliwy dla dziecka i dorosłego jednocześnie? Co też przecież, samo w sobie, nie jest prostym zadaniem. Wystarczy chociażby spojrzeć na współczesne bajki, które maluchy uwielbiają, a dorośli po pierwszych pięciu minutach zastanawiają się co takiego brał twórca…

Ja nie mówię prawdy, mówię to co powinno być prawdą!

Ja nie mówię prawdy, mówię to co powinno być prawdą!  – krzyczy co sił w płucach Blanche DuBois. Kto z nas tak często nie robi? Niemal każdego dnia opisujemy świat naszą prawdą, tą która nam wydaje się być prawdziwa i słuszna. Niekiedy zdarza się nam z nią rozmijać, ale czy to ma znaczenie? Przecież mówimy to co powinno być prawdą według nas. Jak często sami zaczynamy wierzyć w to co opowiadamy, gdy przekazujemy rozmówcy swoją wersję danego wydarzenia? Blanche robi dokładnie to samo, to co robi większość z nas. Przedstawia swoją rzeczywistość tak jak chce ją widzieć, tak by mogła być ona godna jej wyobrażenia o samej sobie… Tramwaj zwany pożądaniem to sztuka Tennessee Williamsa napisana w 1947, pomimo swoich 70 lat wciąż prawdziwie ukazująca pragnienia ludzkiego serca i obnażająca jego słabości. A przecież, co by tu dużo pisać – na tym polega największy fenomen sztuki, gdy jest ona ponadczasowa.